Bartosz Bućko: dla mnie turniej KINDER Joy of moving był wydarzeniem roku



-
Finałowy turniej minisiatkówki uczy młodych adeptów czystej sportowej rywalizacji, radzenia sobie z niepowodzeniami, czy porażkami. Rywalizacja na tym etapie kariery jest o tyle piękna, że jest całkowicie szczera, napędzana tylko i wyłącznie chęcią zwycięstwa. W seniorskiej siatkówce dochodzą pieniądze, każdy ma swoje prywatne życie i kalkulacje. Czasami wracam myślami do czasów, kiedy grałem w Zabrzu. Przypominam sobie, że gram w siatkówkę, ponieważ sprawia mi to olbrzymią frajdę - powiedział Bartosz Bućko, przyjmujący Stali Nysa, który aż czterokrotnie brał udział w Wielkim Finale Ogólnopolskich Mistrzostw w Minsiatkówce im. Marka Kisiela o Puchar KINDER Joy of moving.

MINISIATKÓWKA.PL: Nie jest tajemnicą, że brał pan udział w rozgrywkach KINDER Joy of moving. Pamięta pan skąd wziął się pomysł, żeby wziąć udział w tym turnieju?

BARTOSZ BUĆKO: Można powiedzieć, że był to elitarny turniej. Na początku trzeba było wygrać rozgrywki wojewódzkie, które na Śląsku wcale nie były łatwe. Zgłaszało się wiele zespołów, przez co konkurencja była naprawdę duża. Na Wielki Finał do Zabrza przyjeżdżały najlepsze zespoły z całego kraju, więc spokojnie można użyć sformułowania, że dla 10-letniego chłopaka, była to impreza docelowa. Świadomość tego, że jest się wśród najlepszych i że za chwilę możesz być najlepszy, trzeci, czy nawet ósmy w Polsce, jest czymś wyjątkowym. Oczywiście dzisiaj jestem tego świadomy, wtedy jak zdobywałem medale była tylko euforia i radość.

Jak wspomina pan te rozgrywki? Udało się wywalczyć jakiś medal?
BARTOSZ BUĆKO: Za pierwszym razem w turnieju "2" chłopców pojechałem jako młodszy zawodnik, a moim kolegą z drużyny był Nikodem Wolański, który podczas turnieju doznał kontuzji. Szkoda, bo mieliśmy szanse na medal. Ostatecznie skończyliśmy na 7. miejscu. Rok później już w swoim roczniku grałem z Konradem Formelą, a zawodnikiem rezerwowym był o dwa lata młodszy Radek Gil. Zdobyliśmy złoty medal i zawaleni nagrodami, z głową podniesioną tak, że wyżej się już nie dało, wróciliśmy do domu. Następny turniej to już rywalizacja "3" chłopców. Dzięki ówczesnemu zaangażowaniu prezesa Śląskiego Związku Piłki Siatkowej, pana Marka Kisiela chyba jako jedne województwo mieliśmy zorganizowany kilkudniowy obóz przygotowawczy. Na tym właśnie obozie, dzień przed wyjazdem do Zabrza, skręciłem nogę i nie mogłem wystąpić w rozgrywkach. Z trudem ubłagałem rodziców, żebyśmy pojechali na finał. Dzisiaj nawet nie wiem czemu tak mi zależało, ale chyba po prostu chciałem tam być i czuć tę atmosferę. Chłopaki z mojego zespołu między innymi Sebastian Matula i Konrad Formela grali świetnie i zgarnęli złoto. Trenerem tego zespołu był Marek Przybysz, który powiedział, że ja też mam wyjść na dekoracje. Niestety była wyliczona ilość medali i dla mnie zabrakło. Trener zdają wtedy swój i powiesił go na mojej szyi. Byłem chyba najszczęśliwszym dzieciakiem w całym Zabrzu. Kompletnie się nie przejmowałem tym, że na turnieju finałowym nie odbiłem żadnej piłki. Wtedy uznałem, że widocznie mi się należało. Dzisiaj bardzo doceniam ten gest, taka postawa trenera jest dla mnie wzorem. Ostatni rok rywalizacji w minisiatkówce to "4" chłopców. Oczywiście po wcześniejszych sukcesach przystąpiliśmy do rywalizacji w roli faworyta. Niestety w finale przegraliśmy z zespołem województwa małopolskiego i sięgnęliśmy do srebrne krążki. Rozczarowanie było o tyle większe, gdyż okazało się, że zwycięskie drużny jechały wtedy na tydzień do Włoch. Wyjazd sponsorowała firma Ferrero Polska Commercial, a ambasadorem rozgrywek był Sebastian Świderski, który reprezentował wtedy klub Maceraty. Ja jednak byłem tym szczęściarzem, który dzięki uprzejmości trenera Romana Gila pojechał do Italii. A to dzięki temu, że Radek Gil z którym graliśmy w jednym klubie, w swoim roczniku wygrał turniej "2" chłopców, na moje szczęście nie mieli rezerwowego, toteż wskoczyłem w jego miejsce.

Czy to właśnie od turniejów w minisiatkówkę zaczęła się pana prawdziwa przygoda z siatkówką?
BARTOSZ BUĆKO: Myślę, że zaczęła się już wcześniej. Tata trener, który nota bene prowadził mnie w "2", a do tego mama była zawodniczką. Moja siostra również grała w siatkówkę i była w kadrach młodzieżowych. Ostatecznie jednak wybrała naukę. Natomiast ja, po prostu kiedyś odwiedziłem tatę na treningu i oglądałem jak trenują starsi. Później sam zacząłem próbować i tak już zostało do dzisiaj.

Grał pan Wielki Finały w Zabrzu. Pamięta pan ten pierwszy moment wejścia do tej hali?
BARTOSZ BUĆKO: Nie wiem jak sytuacja wygląda dzisiaj, ale wtedy było to największy obiekt w Polsce. Sama wielkość hali robiła wrażenie, dodawała rangi całemu wydarzeniu. Zdecydowana większość z nas pierwszy raz była uczestnikiem tak dużej imprezy. Mnóstwo rówieśników, a z nimi rodzice. Pełno wolontariuszy pomagających w organizacji. Podkreślam po raz kolejny, że dla mnie było to wydarzenie roku. 

Uważa pan, że takie turnieje są potrzebne?
BARTOSZ BUĆKO: Jak najbardziej! Finałowy turniej minisiatkówki uczy młodych adeptów czystej sportowej rywalizacji, radzenia sobie z niepowodzeniami, czy porażkami. Rywalizacja na tym etapie kariery jest o tyle piękna, że jest całkowicie szczera, napędzana tylko i wyłącznie chęcią zwycięstwa. W seniorskiej siatkówce dochodzą pieniądze, każdy ma swoje prywatne życie i kalkulacje. Czasami wracam myślami do czasów, kiedy grałem w Zabrzu. Przypominam sobie, że gram w siatkówkę, ponieważ sprawia mi to olbrzymią frajdę.

Jak zachęciłby pan, dzieci i młodzież do udział w turniejach KINDER Joy of moving? Dlaczego warto zgłaszać się do gry w takich zawodach?
BARTOSZ BUĆKO: Warto brać udział w tym wydarzeniu, choćby dlatego że jest to największa impreza dla młodych siatkarzy i siatkarek. Do chęci zwycięstwa nie trzeba nikogo namawiać. Sama świadomość, że jest się najlepszym w Polsce w swoim roczniku jest nie do opisania. Z tego co wiem, dzięki Ferrero Polska Commercial nagrody są bardzo atrakcyjne, ale tak jak wspomniałem wcześniej, lepiej grać dla przyjemności, z pasją i walczyć do ostatniego gwizdka. Nagrody będą tylko przyjemnym dodatkiem, których z czasem będzie coraz więcej.

Czego życzy pan uczestników 27. Wielkiego Finału KINDER Joy of moving?
BARTOSZ BUĆKO: Zawodów bez kontuzji i udanej zabawy!

Autor: Katarzyna Porębska, fot. Piotr Sumara