Piotr Kantor: jestem pod wrażeniem finału



- Jak wszedłem na halę w Arenie Gliwice to przeżyłem szok. Ogromna liczba boisk, dzieci i trenerów naprawdę pozytywnie zaskakuje. Doskonale wiem, ile te młode zawodniczki i zawodnicy muszą rozegrać eliminacji, meczów, aby awansować do Wielkiego Finału. Podziwiam ich ogromną determinację. Mogę wypowiadać się, tylko w samych superlatywach - powiedział Piotr Kantor, reprezentant Polski w siatkówce plażowej, który w czwartkowe popołudnie odwiedził finalistów 27. Wielkiego Finału KINDER Joy of moving.

MINISIATKÓWKA.PL: : W czwartek miał pan okazję odwiedzić młodych adeptów siatkówki podczas 27. Wielkiego Finału Ogólnopolskich Mistrzostw w Minisiatkówce im. Marka Kisiela o Puchar KINDER Joy of moving. Jak wrażenia?
PIOTR KANTOR: Jak wszedłem na halę w Arenie Gliwice to przeżyłem szok. Ogromna liczba boisk, dzieci i trenerów naprawdę pozytywnie zaskakuje. Doskonale wiem, ile te młode zawodniczki i zawodnicy muszą rozegrać eliminacji, meczów, aby awansować do Wielkiego Finału. Podziwiam ich ogromną determinację. Mogę wypowiadać się, tylko w samych superlatywach. Sebastian Michalak - dyrektor turnieju opowiadał mi, jakie to jest ogromne przedsięwzięcie organizacyjne, ile osób jest zaangażowanych w przygotowania tego wielkiego święta siatkówki, które trwa przez trzy dni. Mogę powiedzieć, tylko wow! Wiem, że zespoły muszą przejść dość długi etap eliminacji, aby móc rywalizować w Wielkim Finale. Należą im się za to ogromne brawa.

Pan miał szansę wziąć udział w rozgrywkach KINDER Joy of moving?
PIOTR KANTOR: Nie grałem, ale słyszałem. Głównie od Sebastiana Michalaka, który jest zaangażowany od kilku lat w bezpośrednią organizacje tych rozgrywek. Bardzo żałuję, że nie było mi dane nigdy zagrać w minisiatkówkę. Często byłem gdzieś na wyjazdach.

Należy podkreślić, że siatkarze plażowi bardzo dużo podróżują. Niestety warunki atmosferyczne w Polsce nie pozwalają na całoroczne trenowanie na piasku. Dopiero od kilku lat macie do dyspozycji wielofunkcyjną halę do trenowania w Spale.
PIOTR KANTOR: To prawda, w Spale mamy świetne warunki do trenowania. Ośrodek należy do topu pod tym względem. Szkoda, że tylko jeden jest taki w kraju. Najważniejsze, że go mamy. Trzeba się nim cieszyć, a przede wszystkim z niego korzystać.

Jesteśmy na Wielkim Finale KINDER Joy of moving w Arenie Gliwice. Widziałby pan taki turniej w wersji siatkówka plażowa?
PIOTR KANTOR: To jest moje marzenie, które chciałbym zrealizować w przyszłości. Chciałbym coś takiego zorganizować, choć nie mówię, że tylko grając w siatkówkę plażową, ale połączyć z innymi sportami plażowymi. Śmiało mogę powiedzieć, iż to moje marzenie. Chciałbym być częścią organizacji tego rodzaju turnieju. Czy to kiedyś uda się zrealizować? Nie wiem, ale marzenia warto mieć.

Od piątku w Mysłowicach rozgrywane będą ORLEN Mistrzostw Polski w Siatkówce Plażowej 2021. Czy polscy kibice będą mogli pana oglądać podczas tych rozgrywek?
PIOTR KANTOR: Niestety nie zagram w mistrzostwach Polski. Bartosz Łosiak w tej sytuacji zagra z Michałem Brylem. Bardzo tego żałuję, ale patrząc w przyszłość i przede wszystkim w trosce o zdrowie, muszę zrezygnować z tego turnieju. Chciałbym jeszcze pograć w siatkówkę, dlatego muszę myśleć o zdrowiu. Nie tak dawno braliśmy udział w Igrzyskach Olimpijskich. Wiele zdrowia nas kosztowało to, aby w nich wystąpić. Chwilę po zakończeniu igrzysk, braliśmy też udział w mistrzostwach Europy.

Mistrzostwa Europy w Wiedniu zakończyliście z brązowymi medalami na szyi. Chyba można powiedzieć, że to piękne zwieńczenie tegorocznego sezonu?
PIOTR KANTOR: To prawda, mistrzostwa Europy zakończyły się dla nas sukcesem. Jednak po ich zakończeniu wydarzyła się pewna sytuacja… Poszedłem do lekarza, zacząłem robić różne badania, które wykluczają moją grę na ten moment. Zdałem sobie sprawę z tego, że nie mogę aż tak ryzykować, jeśli chce jeszcze grać w siatkówkę. To rzeczywiście swego rodzaju zwieńczenie sezonu, pocieszenie i doczekanie się krążka imprezy tej rangi. Nie wiem, jak to zabrzmi, ale wiele razy mieliśmy swoje medalowe szanse, ale z powodów losowych je traciliśmy. Dwa razy kontuzja wyeliminowała nas z mistrzostw Europy – raz w półfinale, prowadząc 1:0 w setach i 18:16 w drugim. Niestety nie byliśmy już w stanie rozegrać meczu o brązowy medal. Innym razem, też mieliśmy szansy zagrać. Można byłoby dużo o tym opowiadać.

To oznacza, że nie zagra pan też podczas World Tour w Warszawie?
PIOTR KANTOR: Niestety mówię to z ogromną przykrością, ale na pewno nie zagram. Niemniej bardzo chętnie wspieram swoją obecnością, zarówno turnieje plażowe, a także halowe, dlatego m.in. z przyjemnością przyjechałem do Gliwic na Wielki Finał KINDER Joy of moving. W czasie turnieju w Warszawie najprawdopodobniej będę jeździł na konsultacje lekarskie.

Szybko wyrzuciliście z głowy porażkę podczas Igrzysk Olimpijskich? Czy czujecie duży niedosyt?
PIOTR KANTOR: Może to dziwnie zabrzmi, ale nie satysfakcjonuje mnie sam udział i start w Igrzyskach Olimpijskich. W Tokio mieliśmy zupełnie inne cele. Kiedy lecieliśmy do Rio de Janerio, mogliśmy powiedzieć, iż to nasze pierwsze igrzyska. Myśleliśmy o medalu, ale wiedzieliśmy, że to będzie bardzo trudne do zrealizowania i osiągnięcia. Natomiast udając się do Japonii wyznaczałem sobie inne cele. Doskonale wiedziałem, ile mnie kosztowało, aby wywalczyć w ogóle klasyfikację olimpijską oraz ile pracy musieliśmy włożyć w cały okres przygotowawczy. Praktycznie tydzień po igrzyskach, rozgrywaliśmy mistrzostwa Europy. Grając przeciwko Niemcom mieliśmy bardzo podobne statystyki. Kluczowe okazały się dwie piłki. Wiedziałem doskonale jak mam zagrać i gdzie zaatakować. Pomyliłem się dosłownie o kilka centymetrów. W Wiedniu sytuacja była identyczna, ale wtedy już błędu nie zrobiłem.

Nie udało się wam wywalczyć medalu na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janerio ani w Tokio. Jednak za trzy lata staniecie przed szansą gry w Paryżu. Można powiedzieć, że w wielu latach zagramy prawie w domu, bo najważniejsza impreza czterolecia odbędzie się na europejskich kontynencie.
PIOTR KANTOR: Bardzo dobrze pani to ujęła, że będzie europejsko. Zagramy prawie u siebie. Jeśli tylko dopisze nam zdrowie, to miejmy nadzieję, że będzie nam dane zagrać w Paryżu.

Autor: Katarzyna Porębska, fot. Dariusz Lewandowski/KINDER Joy of moving